Pawel Kownacki - kandydat na Wójta Gminy Wieliszew Pawel Kownacki - kandydat na Wójta Gminy Wieliszew Pawel Kownacki - kandydat na Wójta Gminy Wieliszew
Strona glówna O mnie Przyjaciele o mnie Moja kampania Program Galeria Linki Kontakt
Pawel Kownacki

Jak przekuć problem w sukces?

Do spotkania w tej sprawie, którego inicjatorem był wójt Waldemar Kownacki, doszło w czwartek 8 marca, w gabinecie wicemarszałka województwa Jacka Kozłowskiego. W skład powiatowej delegacji weszli, obok wójta gminy Wieliszew, jej były gospodarz Edward Trojanowski, dyrektor PZSP w Dębem Andrzej Siwiec, starostowie Jan Grabiec i Janusz Kubicki oraz przedstawiciele Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa z wiceprezesem Januszem Zaleskimi. Instytucja ta skupia władze najprężniejszych, nie tylko na krajowym rynku, przedsiębiorstw budowlanych takich jak Mostostal, Budimex, Hydrobudowa, Instalexport, Dolcan, Yawal, WPBK czy Skanska - skandynawskiej firmy, stojącej na czele konsorcjum - budowniczego mostu łączącego Danię ze Szwecją. Skąd, w działaniach mających na celu utrzymanie placówki w Dębem „przy życiu”, wstawiennictwo tak potężnych przedsiębiorstw? Przyczyn jest kilka. Po pierwsze szybki rozwój gospodarczy i budowlany bum, którego mamy okazję być świadkiem od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Po drugie - związane z nim ogromne zapotrzebowanie na wykwalifikowaną siłę roboczą. Po trzecie wreszcie - masowa emigracja zarobkowa, w której pierwsze skrzypce grają właśnie budowlańcy. Tym czasem - jak podkreśla wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, Janusz Zaleski - Już obecnie brakuje w Polsce około 100 tyś. pracowników budowlanych różnych specjalności, m.in. sektora mieszkaniowego, drogowego, kolejowego. W wyniku zakontraktowanych na lata 2007 - 2015 robót, liczba ta wzrośnie pięciokrotnie! 500 tys. specjalistów, brakować będzie wkrótce na polskich budowach - rysuje czarne, ale poparte faktami scenariusze, prezes opolskiego WPBK. Już w 2008 roku zabraknie inżynierów budownictwa, zarobki w tym sektorze gwałtownie wzrosną - przestrzegają specjaliści od badań nad gospodarką i rozwojem w każdym „gospodarczym” dodatku prasowym, internetowym serwisie. - To doskonała okazja by szkoła w Dębem, z tak pięknymi tradycjami, szkoląca jeszcze do niedawna m.in. przyszłych budowniczych tam i pomniejszych elementów infrastruktury wodnej, nie tylko nie zniknęła z oświatowej mapy kraju, ale ponownie stała się znana w regionie - upatruje szansy wójt Wieliszewa Waldemar Kownacki. - Rynek staje się coraz bardziej wymagający, przy zaawansowanych technologiach pojawiających się w budownictwie, przygotowanie pracowników tego sektora staje się bardzo ważne, stawia się im coraz wyższą poprzeczkę, także przy egzaminach na wyższe uczelnie. Tym czasem w ostatnich latach polskie „budowlanki” albo nieroztropnie likwidowano, albo zmieniano ich profil zgodnie z panującym na rynku pracy trendem - przypomina Kownacki. Dzięki współpracy z Polskim Związkiem Pracodawców Budownictwa, kształcenie w przyszłej „budowlance” w Dębem, ma polegać nie tylko na przyswajaniu samej teorii i popularnych wszędzie praktykach „z łopatą” w terenie. Tu praktyki mają odbywać się u budowlanych potentatów, którym najbardziej zależy na odpowiednim przygotowaniu przyszłych pracowników. Wszystko więc wskazuje na to, że przyszli absolwenci niedawnego TGW, znajdą zatrudnienie przy realizacji największych inwestycji w kraju.

Nie bez znaczenia w operacji wieliszewskich i powiatowych samorządowców jest także pozytywne stanowisko wicemarszałka województwa Jacka Kozłowskiego, przychylnego tego typu inicjatywom. - Pan Marszałek jest żywotnie zainteresowany utrzymaniem placówki w Dębem i jej rozwojem w kierunku ośrodka o znaczeniu ponadlokalnym, regionalnym, kształcącym przyszłych inżynierów budownictwa - podkreśla wójt Waldemar Kownacki.

Póki co, w Dębem, a właściwie w Komornicy, na której gruntach znajduje się szkoła, mają rok na opracowanie i wdrożenie tzw. „programu naprawczego”. W pracach powołanego w tym celu zespołu, uczestniczyć będą m.in. przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego z departamentów odpowiedzialnych za oświatę, fundusze unijne i rozwój lokalny. - Przed nami dużo ciężkiej pracy. Musimy zorganizować fundusze zewnętrzne, konieczne do zmiany profilu na budowlany i odpowiednio przygotować nabór kadry dla poszczególnych kierunków zawodowych, które będą funkcjonowały już od nowego roku - informuje Kownacki. - Wierzę, że grupa ludzi, która przed kilkoma tygodniami uratowała tę placówkę przed likwidacją, będzie mogła za kilka lat z satysfakcją stwierdzić, że szansa dana tej szkole została wykorzystana. - Na pierwszy ogień muszą iść odpowiednie działania promocyjne, tak by zmienić utrwalony w ostatnich latach niekorzystny, krzywdzący wielu uczniów i kadrę nauczycielską, wizerunek szkoły i jej społeczny odbiór. Musimy przywrócić jej dawny splendor. - dzieli się spostrzeżeniami radny powiatowy Paweł Kownacki., absolwent placówki.

 

 „Powstałemu w roku 1964 Technikum Gospodarki Wodnej w Dębem” - czytamy na internetowej stronie obecnego Powiatowego Zespołu Szkół - „jedynej tego typu placówce w kraju, powierzono zadanie kształcenia przyszłej kadry techników hydrologów i meteorologów, zatrudnionych w dziedzinie gospodarki wodnej, stanowiącej ważną gałąź ogólnokrajowej gospodarki naszego kraju. Zrealizowana w bezpośrednim sąsiedztwie Technikum zapora wodna w Dębem, wraz ze zbiornikiem wodnym - Zalewem Zegrzyńskim, stanowić miała cenną, naturalną bazę szkoleniową." To co jednak przez lata zaliczano do atutów szkoły, w nowej rzeczywistości stało się jej problemem. Zielone otoczenie i rozległy teren nie zachęcały do spędzania czasu w szkolnych murach, prędzej do ich opuszczania. Popularność placówki w okresie transformacji wzrastała, jednak dużej części jej podopiecznym nie w głowie było poszerzanie edukacyjnych horyzontów. Przez ostatnie lata, mimo starań kadry belfrów i rokrocznym poszerzaniu oferty o nowe specjalności (m.in. profilowane liceum zawodowe, klasa „prawniczo-dziennikarska”, klasa „aktorska”), a także inwestycji prowadzonych przez powiat (kosztowne remonty kilkudziesięcioletnich budynków), popularny „Dębiak” podupadał. Zła prasa, która towarzyszyła szkole głównie w środowisku uczniów okolicznych powiatów - legionowskiego, nowodworskiego i pułtuskiego, była wynikiem stwarzanego przez nich samych klimatu szkoły, ale także legend, w które szkoła i tamtejszy internat obrastały od lat, a które dosłownie traktowały koleje roczniki. Rezultat był oczywisty - spadek zainteresowania ofertą placówki, problemy z wychowankami, codzienne właściwie interwencje policji na jej terenie.

 powrót do strony aktualności

program wyborczy